jakich okolicznościach dowiedziała się Pani o tym, że jest Pani chora na cukrzycę i jakie były Pani pierwsze myśli?

Pierwsze objawy choroby dopadły mnie podczas pracy w Nowym Jorku. Jeden z moich kolegów chorował na dość łagodną postać cukrzycy typu 2, więc natychmiast po powrocie do Polski polecił mi zbadanie poziomu cukru. Wtedy nie byłam pewna co to oznacza. Trafiłam prosto do kliniki, gdzie już na izbie przyjęć okazało się, że mam cukrzycę. Po dwóch tygodniach hospitalizacji opuściłam klinikę nie zdając sobie sprawy, że moje życie zmieni się o 180 stopni. Na szczęście byli przy mnie moi bliscy, którzy mnie wspierali. Starałam się szybko wrócić do pracy, więc intensywna edukacja, liczenie wymienników węglowodanowych i dieta postawiły mnie na nogi. Wiedziałam, że muszę kontrolować cukier, więc natychmiast zaczęłam korzystać z pompy insulinowej, która do dziś pozwala mi żyć jak normalny, zdrowy człowiek.

Od diagnozy lekarskiej nastąpiło trzęsienie w Pani życiu prywatnym i zawodowym czy też nie nastąpiło wiele zmian?

Jestem osobą dobrze zorganizowaną, mój zawód polega na organizacji i zarządzaniu dużymi zespołami. Staram się każdy dzień zaczynać z pozytywnym nastawieniem, Codziennie o 6:00 rano robię długi spacer i dostosowuję plan na dany dzień do rytmu mojego samopoczucia, potencjalnego wysiłku czy ewentualnych podróży. Mierzę poziom cukru co godzinę, a jednocześnie, korzystając z pompy insulinowej, mój organizm funkcjonuje tak, jak u zdrowego człowieka. Nie ukrywam, że również sytuacja w życiu prywatnym daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa - moi najbliżsi wiedzą, że cukrzyca wymusza zdrowy tryb życia. Wraz z mężem często gramy w golfa, dużo spacerujemy, pamiętając, że ruch i wysiłek fizyczny jest jed​nym z podstawowych elementów życia, który musi towarzyszyć osobie chorej na cukrzycę.

Udowadnia Pani, że cukrzyca to nie wyrok, że można z tą chorobą np. podróżować. Jakie pragmatyczne następstwa choroby są najtrudniejsze do przezwyciężenia w codziennym życiu? 

W moim życiu najtrudniejsze do pokonania nie jest życie z chorobą samo w sobie, ale spotykanie ludzi pozbawionych empatii. Stres jest największym czynnikiem degradującym siłę nawet zdrowego organizmu. W przypadku chorych na cukrzycę stres potrafi uaktywnić lawinę czynników prowadzących do chorób układu wieńcowego, układu nerwowego i długofalowo wyniszczyć chorego. Dlatego więc, staram się unikać stresu za wszelką cenę. Moim największym skarbem jest moja rodzina i dom. To najsilniejszy lek i akumulator do aktywnego odnawiania sił witalnych osłabionych przez tę ​bardzo ciężką jednak chorobę.

Czy ta choroba bywa wstydliwa? Kłopotliwa? Bywa, że musi się Pani z nią kryć, np. przyjmując insulinę? 

Nie, nigdy się nie kryję z moją słabością. Pytania dotyczące choroby, zadawane w dobrej wierze, staram się obracać w żart. Jeśli zaś ktoś chce obrócić moją słabość przeciwko mnie, to wtedy przyjmuję postawę filozoficzną ​ (śmiech)​. Często natomiast obcy ludzie ​pytają​ mnie o to, jak mogą sobie radzić z bliskimi, którzy dotknięci tą chorobą wydają im się „dziwni”. Dostrzegam też, że w Polsce jest niewielka wiedza dotycząca cukrzycy. Mam przyjemność uczestniczyć w spotkaniach osób, którzy po kilkudziesięciu latach zdrowego życia zachorowali na cukrzycę. Wśród nich są osoby starsze, które oprócz tego, że chorują na cukrzycę wieku podeszłego to na dodatek mają również inne schorzenia związane z wiekiem. Czasem największym wrogiem tych ludzi jest samotność i bycie osamotnionym w zderzeniu z tą chorobą. Nawet najbliższa rodzina – ze względu na brak wystarczającej wiedzy – nie umie tym ludziom pomóc. To duży i narastający problem w Polsce.