ozpoznawano około 7-10 nowych zachorowań u dzieci w ciagu roku na 100 000 mieszkańców. W ciągu ostatnich 25 lat aż czterokrotnie wzrosła liczba zachorowań u najmłodszych dzieci w wieku przedszkolnym i mamy aż dwukrotnie więcej pacjentów do 18. r.ż. . Dzieci z tą chorobą zostają do końca życia, co więcej leczymy tylko insuliną, wstrzykiwaną wielokrotnie w ciągu dnia, bez możliwości przejścia na leki doustne. Pozostaje wielka niewiadoma dlaczego tak narasta problem zachorowań na cukrzycę typu 1. Nie sposób wytłumaczyć tego zjawiska samym dziedziczeniem choroby i możemy również obalić mit, że cukrzyca jest chorobą dziedziczną.Nie wiemy, skąd taka ekspansja tej choroby. Dlaczego zadbane, dobrze odżywione dzieci narażone są na tę chorobę, która powstaje w wyniku autoagresji, czyli niedoskonałości w układzie odpornościowym. Następuje błąd w rozpoznaniu własnych tkanek i układ immunologiczny atakuje własne komórki. W przypadku cukrzycy atakowane są komórki beta znajdują się w trzustce. Nie wiemy dlaczego dochodzi do tego krytycznego błędu, napewno można mowić o dziedziczeniu skłonności do chorób z autoagresji, ale są jeszcze dodatkowe czynniki środowiskowe, które decydują o tym czy dojdzie do zachorowania. Wiele wskazuje na to, że prawdopobnie jest ono uwarunkowane współistnieniem kilku czynników na raz. Należą do nich infekcje wirusowa, głownie wirusy z grupy enterowirusów, czynniki dietetyczne jak wczesne – poniżej 6 miesiąca życia wprowadzenie mieszanek mleka krowiego do diety niemowlęcia, niska zawartość witaminy D3, ekspozycja na związki azotowe które mogą znajdować się w glebie i w wodzie. Mówimy również o czynnikach psychoemocjonalnych jak przewlekły stres lub doświadczenie skrajnie trudnej sytuacji, z którą dziecko nie umie sobie poradzić.Częściej zapadają dzieci bardzo szybko rozwijające się – wysokie. Trudno jest więc powiedzieć dlaczego i z jakiego powodu dziecko zachorowało na cukrzycę. Nie zależy to ani od jego masy ciała – czy jest otyłe czy nie, czy jadło słodycze, czy nie miało w swojej diecie słodkości, czy było szczepione, czy miało wcześnie częste infekcje, czy było zdrowe i nigdy nie otrzymywało antybiotyków. Ciekawe jest również to, że przeważnie nikt w rodzinie nie chorował na cukrzycę. Ponad to, w przypadku postawienia diagnozy w fazie przed wystąpieniem objawów cukrzycy (faza przed-kliniczna), nie mamy możliwości zahamowania dalszego rozwoju choroby i tylko czekamy z decyzją na rozpoczęcie leczenia insuliną.

Wzrastająca liczba nowych zachorowań i powiększająca się stale grupa osób z cukrzycą jest wielkim zadaniem dla naukowców i przed wszystkim dla systemu opieki zdrowotnej. Od rozpoznania choroby leczenie sprowadza się do wstrzykiwania brakującego hormonu – insuliny. Wydawałoby się, że jest to prosta sprawa jak np. w przypadku chorób z niedoczynnością tarczycy. W cukrzyc jest to bardziej skomplikowane ze względu na konieczność dostosowania insuliny do posiłków i aktywności dziecka. Dlatego też metodą z wyboru jest metoda funkcjonalnej insulinoterapii. Wraz z rozwojem dziecka zmienia się szereg parametrów związanych z dawkowaniem insuliny, co często jest przyczyną niepowodzeń w leczeniu, mimo że codziennie wstrzykiwana jest insulina i monitorowane są stężenia glukozę we krwi. Pomocne mogą być nowe rozwiązania technologiczne do monitorowania glikemii czy pompy insulinowe, które zastępują zastrzyki z insuliny i są precyzyjnym urządzeniem do podawania leku. Nic jednak nie zastąpi wsparcia jakie dziecko z cukrzycą potrzebuje ze strony najbliższej rodziny, a także środowiska szkolnego/przedszkolnego. Często dorasta Ono z tą przewlekłą chorobą codziennie pokonując szereg trudności i ograniczeń oraz obowiązków wynikających z cukrzycy. W długotrwałym procesie leczenia bardzo ważne jest, aby dzieci chorujące na cukrzycę weszły w dorosłe życie bez poczucia niesprawności i nie były wykluczone z życia społecznego, zawodowego, nie doświadczały powikłań i rozwijały się prawidłowo realizując swoje plany i marzenia.