la nas był to 13 sierpnia 2012 roku. Mój wówczas 2-letni syn trafił na oddział diabetologiczny w Katowicach z silnym zakwaszeniem organizmu i cukrem na poziomie 560mg/dl. Można się zastanawiać, jakim cudem dziecko trafiło w tym stanie do szpitala, jeśli objawy cukrzycy typu 1. są bardzo charakterystyczne? Nie słyszałam o cukrzycy typu 1., nie znałam jej objawów, które teraz są dla mnie jasne jak słońce: nadmierne pragnienie, chudnięcie, brak apetytu na przemian z napadami głodu, apatia, nerwowość, dziwny zapach dziecka.

Uświadomienie sobie, że cukrzyca typu 1. jest chorobą nieuleczalną, przewlekłą, zmienną i wymagającą kontroli przez całą dobę, było dla mnie szokiem. Co innego działać tu i teraz, widzieć efekt w postaci wyzdrowienia dziecka, a zupełnie czym innym jest stała wytężona kontrola i praca nad dzieckiem bez jego szansy na całkowite wyzdrowienie. Taka sytuacja może powodować ogromną frustrację.

Po diagnozie każdy z nas ma swój czas na „żałobę”. Z perspektywy czasu myślę, że mnie zajęło 2,5 roku zanim całkowicie się otrząsnęłam i zaczęłam działać bardzo zdecydowanie i świadomie. Pomogła mi w tym technologia. Przeszliśmy przez insulinoterapię penami (podając insulinę zastrzykiem nawet 8 razy na dobę), potem przez najprostszą pompę insulinową. W końcu udało nam się podpiąć synowi pompę z ciągłym monitoringiem glikemii. Skończyło się kłucie palców (14-16 razy na dobę), strach i zastanawianie się, czy cukier widziany na glukometrze jest stabilny, a może spada? Monitorowanie cukrów (które niestety ciągle jeszcze jest bardzo kosztowne i nierefundowane w Polsce) znacznie poprawiło jakość naszego życia. Dało nam większą wolność i ułatwiło podejmowanie decyzji terapeutycznych.

Tym, co najbardziej przeraża mnie jako rodzica są hipoglikemie, czyli często nagłe i szybkie spadki poziomu cukru we krwi (poniżej 70mg/dl). Niestety, u cukrzyka nie zawsze udaje się ich uniknąć. W ciągu 5 lat choroby nie mieliśmy jednak ani jednej ciężkiej hipoglikemii z utratą przytomności. Mimo tego Glukagen, czyli zastrzyk życia, jest z nami zawsze i wszędzie!

Każdego dnia uważamy na hiperglikemię i maksymalnie skracamy czas jej trwania poprzez monitorowanie cukrów, podawanie korekt, zmianę diety, większe nawadnianie organizmu. Robimy to, aby nie dopuścić m.in. do powstania zmian w naczyniach krwionośnych oraz włóknach nerwowych. Wykonujemy też regularnie badania z oznaczeniem poziomu cholesterolu we krwi. Badanie krwi jest dla nas szczególnie ważne, ponieważ pozwala ocenić stan zdrowia syna i uniknąć wielu powikłań. Jednym z nich – najbardziej bolesnym i niestety wciąż często występującym – jest neuropatia cukrzycowa. Początkowo może nie dawać naprawdę żadnych objawów, ale do momentu wykrycia w organizmie następuje szereg nieodwracalnych zmian – miejscowy brak czucia, zaburzenie krążenia krwi.

Naszym kluczem do zdrowego, świadomego i szczęśliwego życia (z cukrzycą w tle, a nie na pierwszym planie) jest inwestowanie w technologie, świadome odżywianie, regularne i zbilansowane posiłki, uprawianie sportu (regularne treningi karate, aktywności rodzinne) oraz utrzymywanie hemoglobiny glikowanej na poziomach od 5,8 do 6,5 proc. Nie zawsze jest idealnie, ale nie poddaję się. Chcę pokazać synowi, że życie z cukrzycą nie musi być ciężarem, a jego szczęście nie zależy od tego, co może zjeść i jaki ma poziom cukru. Ma 7 lat i jest jeszcze za mały, żeby martwić się swoją chorobą. A moja w tym głowa, żeby zapewnić mu bezpieczne, radosne dzieciństwo i przygotować do dorosłego życia z cukrzycą!