szystko zaczęło się w podstawówce, jakieś 20 lat temu. Żyłam jak każde dziecko w tym wieku i nagle zaczęło się dziać coś dziwnego z moim organizmem, ponieważ straciłam ponad 10 kg w zaledwie miesiąc. Byłam osłabiona, senna i rozkojarzona. Do tego wszystkiego towarzyszyła mi straszna suchość w ustach, cały czas chciało mi się pić, najgorsze było to, że nie mogłam się niczym napić... Bez względu na to, ile płynów wypiłam było mi mało...

Wizyta w przychodni, badania krwi i diagnoza – „cukrzyca typu 1”. Szok i niedowierzanie. Pobyt w szpitalu, w którym uczono mnie przez ponad miesiąc, jak żyć z tą chorobą: jak się odżywiać, mierzyć cukier i robić zastrzyki. Oczywiście, ostrzegano mnie przed powikłaniami cukrzycy... Na moje nieszczęście, nie dopuszczałam do siebie takiej myśli, że te wszystkie komplikacje mnie kiedyś dopadną. Zawsze sobie powtarzałam, że wszystkich chorych mogą one dopaść, ale na pewno nie mnie...

I tego się trzymałam przez bardzo długi czas, ponieważ wszystko było dobrze. Wszystkich może zniszczyć ta cukrzyca, ale nie mnie! Nie wiem, co ja myślałam!? Że jestem niezniszczalna czy co?! Niestety przyszła pora i na mnie... Na początku zaczęły się delikatne problemy zdrowotne, no ale jak ich miało nie być, jak już chorowałam prawie 15 lat... A później jak zaczęło się sypać, to po całości...

Pamiętam, że najgorszy był jeden dzień, kiedy poszłam na pobranie krwi, później pojechałam do pracy i nagle telefon: „Pani Aniu proszę natychmiast przyjechać do przychodni, już czeka na Panią skierowanie do szpitala i dzisiaj proszę się zgłosić na nefrologię, bo jest bardzo źle z Pani nerkami i prawdopodobnie czeka Panią przeszczep”. Wpadłam w straszna panikę: PRZESZCZEP – kurczę, umieram... Tak pomyślałam...

W szpitalu wzięli mnie w obroty. Dwa tygodnie spędziłam na oddziale nefrologii, gdzie sprawdzali, czy moje nerki uszkodzone są nieodwracalnie i całkowicie i czy nie czekają mnie w najbliższym czasie dializy... Na szczęście jeszcze troszkę moje nerki działają, ale lepiej nie będzie...

Na wypisie ze szpitala zobaczyłam, co mi dolega i przyznam, że wtedy sytuacja już mnie przerosła. Stwierdzono u mnie:

  • niewydolność nerek,
  • nadciśnienie tętnicze,
  • ostrą anemię,
  • niedoczynność tarczycy,
  • powikłania cukrzycowe w oczach (wcześniej miałam kilka zabiegów laserowych, aby zapobiec utracie wzroku),
  • „stopa cukrzycowa”, zaburzenia czucia,
  • depresja.

To był moment, w którym to świat mi się zawalił… Nie mogłam pracować i wylądowałam na rencie w wieku 28 lat z orzeczeniem o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym. Masakra dla kobiety w kwiecie wieku, która kocha dzieci i niczego tak bardzo nie pragnie, jak móc mieć własne, zdrowe dzieci. Tragedia. To, co teraz pozostało mi zrobić, to bardzo dużo badań do przeszczepu. Robię je już od 2 lat i cały czas czegoś brakuje... W najbliższym czasie czeka mnie przeszczep nerki i trzustki (sama nerka by mi długo nie posłużyła, jeżeli nadal będę miała cukrzycę, więc żeby zapobiec takiej sytuacji czekam na podwójny przeszczep od jednego dawcy). Boję się, ale mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze i że już po wszystkim będę mogła realizować swoje marzenia o upragnionym dziecku...

Kochani, cukrzyca to bardzo podstępna choroba, kluczem do normalnego życia z nią jest trzymanie jej w ryzach. Nie dajcie się okraść z normalnego życia, z marzeń i pragnień życiowych.

Trzymajcie się. Skoro nam się to przytrafiło, to znaczy, że jesteśmy nad wyraz silni i wyjątkowi. Uczcie się na moich błędach, bo zdrowie jest jedno i ono jest najcenniejsze w życiu naszym.

W górę serca, Cukierasy :-)